wtorek, 1 listopada 2011

young blood

W dni takie jak ten bardziej odczuwa się upływ czasu. Choć nie zawsze jest tort z odpowiednią ilością świeczek. Choć niektórzy pamiętają o tym dniu tylko dzięki przypomnieniom na fejsie. Choć nie zawsze w ten dzień niebo jest niebieskie. 
To mimo wszystko, jest to najpiękniejszy dzień. Bo właśnie dziś, x lat temu rozpocząłeś największą przygodę i największe wyzwanie przed jakim staniesz nim trafisz do miejsca dla którego Cię stworzono. 
Pamiętaj, że masz tylko to co tu i teraz. Przeszłości nie zmienisz, a jutra nie zaplanujesz. 
Ciesz się tym co masz. Walcz o swoje marzenia. Dziel czas z ludźmi, którzy są Ci bliscy. 
I wykorzystaj te kilka chwil, które Ci dano. Z każdej będziesz rozliczony. Nie zmarnuj żadnej szansy na bycie szczęśliwym. Nie zakopuj swoich talentów. Nie idź z prądem monotonii. 


***

Dziękuję tym, którzy są. 

I Temu, który Jest.

Bez Was nic nie byłoby takie samo... 






piątek, 28 października 2011

take a breath

I przyszedł ten dzień by do zbyt dużej torby wrzucić niedbale kilka nie powiązanych ze sobą żadną ideologią drobiazgów. Odkryć gdzie ukryło się pokrowiec na Tośkę i wepchnąć tam brutalnie owego niepokornego laptopa. Zapakować się do busa, który mimo powszechnego przekonania nie był wcale pękający w śrubach. 
I w końcu wrócić do domu.

Przywitania ciepłem słońca i złotem listowia zostawiam za sobą kłębiące się myśli. Wchodzę w swoją wrzosową rzeczywistość. Próbuję złapać przyjaciół, będących w nieustannym biegu. Dopadanie kotów wychodzi mi znacznie lepiej, choć młode pokolenie próbuje wykorzystać ostatnie chwile ciepła na podwórkowe wojaże przemykając z prędkością światła pośród stolarskich machin.

A na chwilę obecną staram się złagodzić stres związany z zagubieniem poduchy, cudownie odnalezioną Bridget Jones. Wszyscy już śpią. Nie pozostaje mi więc nic innego jak zatrudnić największego pluszowego misia w roli zagłówka i obejrzeć nieśmiertelną komedię. A jutro policzymy się ze z tym bezdusznym złodziejem.
-.-




I na dobrą noc.


sobota, 22 października 2011

czas nie zając nie poczeka...

...jak mawiała Violetta Kubasińska.
No... mniej więcej.
Biorąc sobie to powiedzenie do serca staram się walczyć z moim lenistwem i hibernacją, w którą zdarza mi się czasem bezwiednie wpadać. Zaskoczona nieoczekiwanymi zmianami okoliczności wpadających znienacka na tory moich pragnień, równocześnie drżę myśląc o stojących przede mną wyzwaniach. A co gorsza oczekiwaniach, które złożono na barkach mojej osoby. 
Bezwiednie przetaczam oczy po linijkach mądrych książek. Zapoznaję się z zawiłymi dziejami kolejnych prądów artystycznych, ich pokrętnych przedstawicieli, a w przerwach między tym wszystkich wchodzę w świat absurdu socrealizmu. Dostrzegam wielką czarną dziurę umysłu historyka, których wkracza w świat sztuki XX wieku. 
Jednocześnie nie daję się zwariować presji obowiązków. Dręczę struny głosowe, maltretuje buty i szukam jak na razie nie-naukowej książki do przeczytania, bo ostatnio jakoś mój instynkt mola książkowego utknął w umieralni i nie chce się podźwignąć.
...


Co przyznać trzeba poranek dzisiejszy nie zachęcał do działania. Na szczęście pogoda wyszła z owego stanu depresyjnego i obecną jej kondycję można uznać za zadowalającą. 


A soon or later kolejna odsłona moich wariacji. Jak na ten czas obowiązuje mnie święte milczenie.


A ostatnio straszliwie myśli mąci nuta:

...

A na sam koniec słowa, po których o mało nie spadłam z łóżka. Wynik wstępnej części kwerendy obranego tematu. Tekst, który wzbudził jednocześnie wybuch śmiechu i zatrwożenie. 

Pomnik Lenina z Nowej Huty, sprzedany do Szwecji w 1992 roku, zaczął uzdrawiać ludzi? "Ja widzę!", "Mogę chodzić!", "Słyszę!!!" - od pewnego czasu tego typu okrzyki można usłyszeć pod pomnikiem. Czy Lenin zostanie ogłoszony nowym świętym? 





niedziela, 16 października 2011

...

Słoneczna niedziela. 
Ja, Samuraj i Fargorn za oknem. 
Zmiana stanu rzeczy, zmiana położenia. 
Wszystko rwie świadomość do znanych miejsc.



i tak poza tym trum pum pum....