piątek, 12 września 2014
środa, 3 września 2014
Wakacyjnie
Żyję. Trzymam się całkiem nieźle. Po pracowitych tygodniach siedzenia godzinami przed monitorem, kiedy kolejne próby sklecenia przyzwoitego akapitu, kończyły się z lepszym lub gorszym skutkiem, maiłam czas, by odetchnąć. I wiecie co, nawet nie było mi spieszno, by otwierać komputer. Zaszyłam się z książką*.
* Wbrew temu co mówiłam, ostatecznie skończyło się na Mistrzu i Małgorzacie - wypożyczonym z biblioteki #FakDeLodżik LEVEL: lemur ;)
***
Po pierwsze: Wykopki! Rok bez porządnego naparzania kilofem jest rokiem straconym ;) Nic tak dobrze nie działa na zszargane stresami poprzednich miesięcy nerwy jak tego typu aktywność. To ciekawe, bo kompanie we własnym ogródku, albo obieranie ziemniaków na prywatny obiad już nie przynosi takiej zabawy. To musi być cudzy grunt, najlepiej taki zaprzeszły, ze wszystkimi cudami* jakie zdoła się w nim znaleźć. W naszym przypadku były nimi stosy kafelków i cegieł...
*Ok, Umówmy się. Łańcuch od krowy też może posiadać swoiste piękno...
Po drugie: Ostateczna konfrontacja z magisterką. To ciekawe, ale jak już przejdzie się magiczną liczbę pięćdziesięciu stron, wszelkie wcześniejsze narzekania wydają się śmieszne... Co prawda istnieje ryzyko, że promotor spojrzy na owe wypociny i przekreśli 3/4, ale nie wydaje się to już tak straszne jak na początku. Teraz jeszcze trzeba przejść przez biurokracje, drukarnie, introligatornie i komisje... jednym słowem z górki.
Po trzecie: W trakcie pisania miałam naprawdę doborowe towarzystwo. Jak nie delikwent budzący o 7 rano, bijąc dziobem w ścianę, to świerszcz (konik, pasikonik... czy jak powinno się to zielone coś profesjonalnie określać) gigantycznych rozmiarów przeglądający archiwa tuż przed nosem.
Po czwarte: Widoki. Ot tak. Bo piękne.
Po piąte: Do pana Jelonia mam słabość nie od dziś. A w letnim nakryciu rogów to już w ogóle. Tak. Dziadkowe rewiry ;)
Po szóste: Po raz pierwszy od wieeeeelu lat obejrzałam zachodni serial*. Z jednej strony nigdy nie miałam do nich cierpliwości. Szesnaście odcinków koreańskiej dramy to dla mnie dużo, a co dopiero kilka sezonów. A oprócz tego świadoma ryzyka uzależnienia wolałam nie próbować tej opcji w trakcie pisania pracy. Ale po skończeniu... to zupełnie inna sprawa.
Yes. Teraz jestem Sherlock'owym fanem.... i dobrze mi z tym! :D* No dobrze. Od czterech lat oglądam też z doskoku Przyjaciół. Ale biorąc pod uwagę, że odcinki trwają po dwadzieścia minut i mimo to dalej nie obejrzałam tych dziesięciu sezonów, uznaję, że to nie do końca się liczy.
I muzyczne nowe odkrycia: Birdmask!
piątek, 23 maja 2014
Humoropoprawiacze - środki doraźne
Ta... playlista została przygotowana dość dawno. Przeznaczona na beznadziejne zimowe dni, kiedy wszyscy mają wszystkiego dosyć i nie pozostaje nic innego jak zacząć oglądać głupawe filmiki z YT. Cóż. Okazało się, że zima najwyraźniej poznała się na moim niecnym zamiarze i postanowiła, że w tym sezonie Polski nie odwiedzi. Post przetrwał w wersji roboczej do dziś, trochę uzupełniony po drodze.
A że wiele osób przyznało, że dzień był beznadziejny. Łącznie z moją współlokatorką, która właśnie dopiera wyprane już wcześniej wraz chusteczką ubrania, w trybie, który miał być tylko płukaniem, a okazał się godzinną masakrą. Mnie tymczasem daje się za to we znaki zignorowane wcześniej uczulenie na proszek. Nie pozostaje nic innego jak powiedzieć: Łączmy się w bólu :P
Dla fanów donatów:
Dla artystów:
Tekst "Przyszedłeś do mnie z siekierą, więc też nie jestem ci obojętny"
jest już chyba legendarny.
Dla muzykantów:
What does the elevator said....
Dla fanów disco polo... dla wrogów również
Dla fanów Bastille:
wtorek, 22 kwietnia 2014
Ogłoszenia: Into the East
Już od jakiegoś czasu denerwowało mnie rozdrobnienie azjatyckich
treści na dwóch blogach. Wraz z nastaniem wiosny irytacja sięgnęła
zenitu. Postanowiłam zatem stworzyć osobne miejsce, na dramy, k-pop i
inne cuda muzyczne, oraz szeroko pojętą kulturę Azji. Dlatego też
wszystkie treści w tym temacie, które do tej pory opublikowałam tutaj
oraz na Story about stories (gdzie umieszczałam 'recenzje' dram) zostały tam przeniesione. I od teraz nowe posty będą publikowane pod tym adresem:
Jeśli więc ktoś zaglądał tutaj ze względu na fascynację Azją, polecam zapoznać się z tym adresem, bo od teraz właśnie tam tego typu treści będą zamieszczane. Lemurowy będzie funkcjonował jako miejsce bardziej osobiste, natomiast SAS odejdzie w zupełny niebyt.
Po drugie: Instagram. Tak założyłam też to cholerstwo. Hańba mi.
Subskrybuj:
Posty (Atom)










