wtorek, 14 czerwca 2011

Portret kobiecy

                                                           

Musi być do wyboru.
Zmieniać się, żeby tylko nic się nie zmieniło.
To łatwe, niemożliwe, trudne, warte próby.
Oczy ma, jeśli trzeba, raz modre, raz szare,
czarne, wesołe, bez powodu pełne łez.
Śpi z nim jak pierwsza z brzegu, jedyna na świecie.
Urodzi mu czworo dzieci, żadnych dzieci, jedno.
Naiwna, ale najlepiej doradzi.
Słaba, ale udźwignie.
Nie ma głowy na karku, to będzie ją miała.
Czyta Jaspersa i pisma kobiece.
Nie wie po co ta śrubka i zbuduje most.
Młoda, jak zwykle młoda, ciągle jeszcze młoda.
Trzyma w rękach wróbelka ze złamanym skrzydłem,
własne pieniądze na podróż daleką i długą,
tasak do mięsa, kompres i kieliszek czystej.
Dokąd tak biegnie, czy nie jest zmęczona.
Ależ nie, tylko trochę, bardzo, nic nie szkodzi.
Albo go kocha, albo się uparła.
Na dobre, na niedobre i na litość boską. 


                     Szymborska

jak żyć szczęśliwie?

wg. Jeffa Bridgesa

1. Uwolnij swoje serce od nienawiści.
2. Uwolnij swój umysł od zmartwień.
3. Żyj prosto.
4. Daj więcej.
5. Oczekuj mniej.

czwartek, 2 czerwca 2011

W lekkim powiewie

Ostatnio wiele się dzieje. Ducha targany jest to tu, to tam. Zderza się z wizją Wieczności. Staram się skonfrontować więc to co sama wymyśliłam z tym co wyobraża sobie Opatrzność. I za każdym razem moje projekcje przegrywają, na szczęście muszę przyznać. 

piątek, 20 maja 2011

roulez



Tak właśnie skończyłam Grunwald. Radość mnie rozpiera choć profesor i tak znajdzie coś co trzeba będzie poprawić. Jak zwykle. Nie przejmuję się tym w obecnej chwili. Ulga rekompensuje mi fakt, że normalni studenci obecnie wygibują się na juwenaliach. Ja z przyczyn imprezowo-weekendowych musiałam z tego typu szaleństwa porą nocną oraz (no ba!) Nocy Muzeów, zrezygnować. Będę towarzyszyć bliskim mi osobą w, trzeba przyznać mniej lub bardziej, przełomowych momentach w ich życiu. Choć nie... obydwa przypadki są przełomowe. Obydwa duchowe. I potwarz raduje mi się na tą myśl. Choć jutro przecież koniec świata, więc nie wiem czy na wszystko zdążę:P

Ale nie to bym w ogóle juwenaliów nie świętowała. Dzisiejszy pochód współtworzyłam. Może nie koniecznie się przebrałam. O ile moje aladynki dla normalnych ludzi mogą być przebraniem, bo dla mnie to strój prawie, że codzienny. Za to koncertu Turnaua wysłuchałam. I nawet Buka była. 

Mój zasób wyrażeń został zainfekowany mową, wokół której krążył mój temat, czyli PRL-owskiej. No cóż życie jest ciężkie- jak rzekła by Monia. 


I tak sobie myślę...
to już rok od poprzednich juwenaliów.
Czas jest nieubłagany.